środa, 5 września 2012

Nowe, nowsze, najnowsze.

   Każdy lubi rzeczy nowe. Nie oznacza to, że stare jest złe, czy zepsute lub niechciane. Ale za każdym razem nowe budzi w nas więcej emocji, radość, zabawę i szczęście. Tak też jest z posiadaczami najnowszego modelu marki Volvo. Komfortowy, bezpieczny
i niezawodny V60 wzbudza zazdrość, gdy mija się go na ulicach.
Oglądając najnowszy wynalazek nie można wyjść z podziwu. Mało tego, trudno też się oprzeć pokusie, może nie tyle zakupu co podziwiania, samochodu czytając komentarze
i rekomendacje najnowszego modelu. Po oczach biją także strony reklamujące i zachwalające auto. I tak dowiaduję się, że „jeżdżę Volvo, bo wiem, że życie to coś więcej.” I coś w tym jest, bo marka ta nieustannie wzbudza we mnie zachwyt i radość.
Idąc dalej za kampanią reklamową najnowszej marki V60, stwierdzam, że włożono wiele wysiłku w to, aby doskonale rozreklamować i zachęcić do kupna. I cel chyba osiągnął swój sukces. Bo najnowsza produkcja to „troska o moje bezpieczeństwo”, najnowsze
i komfortowe wyposażenie wnętrza, osiągi techniczne sprawią, że doznamy największych przeżyć i uniesień. Części volvo wbudowane w najnowsze auto to gwarancja innowacyjności, niezawodności i długowieczności pojazdu. Nowoczesna technika bezpieczeństwa to wbudowany czujnik wykrywania pieszych i przeszkód, co znacznie poprawia komfort psychiczny kierowcy i bezpieczeństwo na drodze.
Przy zakupie nowego V60, klient może sam stworzyć swój samochód marzeń. Poznając wszystkie powody dla których powinien je nabyć, poznając wszystkie dane techniczne, tworząc własne użytkowe akcesoria, wymieniając nowe na nowe części do volvo, każdy będzie posiadał auto swoich marzeń.
Przed zakupem salon sprzedaży oferuje pierwszą próbną jazdę autem, możliwość sprawdzenia i poczucia komfortu, dzięki czemu już nigdy nie wysiądziesz z najnowszego V60 i z radością pojedziesz nim w długą trasę. Nie musisz też obawiać się wad technicznych, szybkiego zużycia części volvo, gdyż najnowsza technologia w jakiej zostały one stworzone, gwarantuje długie użytkowanie i wiele tysięcy kilometrów.
Wreszcie podsumowując kampanię reklamową marki, logiczne myślenie skłania nas do oszczędnej jazdy i całkowitego wyzbycia się maksymalnego ryzyka. „Bogaty pakiet funkcji zapewnia najbardziej zaawansowane innowacje firmy Volvo w dziedzinie bezpieczeństwa. Należą do nich przełomowe technologie wspierające, które pomagają kierowcy unikać kolizji, wykrywają pieszych i ostrzegają o obniżonym poziomie koncentracji”.
Nowe i prosto z salonu auto można nabyć w całkowicie promocyjnych i dostępnych cenach. A zatem powodzenia samochodowi maniacy i szerokości.

wtorek, 4 września 2012

Trochę teorii i odrobinę wiedzy na temat marki Volvo

        Jak głosi staropolskie przysłowie – nauka to potęgi klucz i chcąc się tą zasadą kierować zasięgnąłem trochę wiedzy na temat marki Volvo, powstania firmy, produkcji i zasady tworzenia „niezniszczalnych” samochodów.
Wiadomo mi było, że marka ta, jest twórczością szwedzką i stworzona została na potrzeby tegoż właśnie państwa. Koncepcję i produkcję stworzyło dwóch przedsiębiorców Gustaw Larson i Assar Gabrielsson. Od samego początku koncepcją było wprowadzenie nowej marki na rynek szwedzki, zatem zaistniała potrzeba dostosowania samochodu do panującego tam klimatu skandynawskiego, a w głównej mierze brano pod uwagę stan
i przystosowanie do szwedzkich dróg. Postawiono także na najwyższą jakość produktu, bezpieczeństwo, wygodę, ale przede wszystkim wytrwałość i niezawodność marki Volvo, stworzonej z własnej konstrukcji i innowacyjnego pomysłu.
I tak oto pierwszy model wyprodukowano w 1927 roku, a na rynek wypuszczono wówczas 207 samochodów. Wynik dosyć imponujący. Co ciekawe, marka wyprodukowała czterodrzwiową limuzynę, którą z czasem rozbudowano i tworzono różne wersje, a w tejże produkcji po raz pierwszy zastosowano najnowocześniejszy system bezpieczeństwa w postaci pasów bezpieczeństwa.
Postęp cywilizacyjny i rozwój techniczny, a także rosnące potrzeby coraz to bardziej wymagających klientów, skłoniły twórców marki Volvo do poszerzenia swojej oferty produkcyjnej. Oprócz produkcji samochodów osobowych, rozpoczęto wprowadzać na rynek także większe pojazdy – autobusy i pojazdy dostawcze. Poza produkcją samochodów, twórcy postanowili sprawdzić jak działa rynek sprzętowy i rozpoczęli produkcję wszelkiego rodzaju części volvo używanych do dziś nie tylko w markowych pojazdach, ale także wykorzystywanych jako środki zastępcze.
Z czasem trwania i rozszerzającej się na rynek europejski, a potem światowy, produkcja uderzyła w szeroko rozumiany marketing. Rozpoczęto kampanie reklamowe, produkcję banerów i spotów promocyjnych, które miały jeszcze bardziej przybliżyć klientowi markę i zachęcić go do zakupu nie tylko aut, ale także i wszelkich części do volvo. Kampania marketingowa szybko odniosła duży sukces, a producent z powodzeniem na stałe zakorzenił się w rynku produkcyjnym na całym świecie. Marka bardzo szybko kojarzona była
z wysokim poziomem produkcji, niezawodnością i bezpieczeństwem, a co najważniejsze komfortem i stabilnością jazdy. Popularność zyskały także strony techniczne, coraz bardziej rozszerzał się rynek wtórny, na którym handlowano wszelkimi używanymi częściami. Szybko klienci zaczęli dostrzegać perfekcję w produkcji i niezawodność w użyciu, przez co części volvo stały się produktem pożądanym i eksportowanym na całą Europę i jeszcze dalej.
      Można zatem z pewnością stwierdzić, że owa marka osiągnęła sukces, nie tylko produkcyjny, ale i sprzedażowy na rynku całego świata. Marka stała się rozpoznawalna, ceniona i polecana. A ja wzbogaciłem się o kolejną przydatną wiedzę.

poniedziałek, 3 września 2012

Wyścigi.

 
  Zawsze ciągnęło mnie do szybkich i sportowych samochodów. Lubię prędkość, zapach palonej gumy, podziwiam grację z jaką poruszają się te wyścigowe auta. Mógłbym godzinami patrzeć na wyścigi samochodowe, a co dopiero w nich uczestniczyć!
Któregoś razu w moim małym miasteczku zorganizowano uliczne wyścigi samochodowe. Nie było ograniczeń co do marki, czy wieku, każdy mógł w nich wziąć udział, a więc spełniłem swoje marzenie i zapisałem się na listę uczestników.
Zaraz po zapisach rozpocząłem przygotowania mojego Volvo do pierwszego wyścigu w życiorysie tego zacnego autka. Miałem przy tym dużo radości, mogąc grzebać pod marką
i montując pewne ulepszacze. A wszystko po to, aby jeszcze szybciej i mocniej móc poruszać się po ulicach. Stan techniczny mojego uczestnika nie był zły, ale korzystając z okazji
i możliwości, dokonałem własnoręcznie wymiany paru części volvo, przetarłem stare, wypucowałem karoserię i mój samochód był w pełni gotowy do startu w wyścigu.
Z niecierpliwością wyczekiwałem tego dnia, aż wreszcie nadszedł, i w późnych godzinach wieczornych punktualnie stawiłem się na starcie. Zainteresowanie było dosyć spore, tak samo wiele było różnych samochodów, ale przyznam szczerze, żaden nie wyglądał tak dobrze i tak twardo jak moje Volvo. Byłem z niego dumny, ale to był dopiero początek. Cierpliwie czekałem na mój start zastanawiając się z jakim przeciwnikiem przyjdzie mi się zmierzyć. Aż wreszcie na linii startu stanąłem ja i stare Suzuki. Pierwszy wyścig szybko poszedł, nieskromnie się chwaląc wygrałem go bez żadnego problemu. Nie to jednak było zaskakujące. Chwilę po zjeździe z mety, mój rywal gratulując mi przejazdu, zapytał czy przypadkiem nie posiadam kilku części volvo przy sobie, ponieważ następny wyścig będzie startował innym autem, a chwilowo jest uszkodzone. Tak się akurat składało, że posiadałem owe części i z wielką ochotą pomogłem mojemu przeciwnikowi w prawidłowym umieszczeniu nowych. Robota szybko poszła i chwilę potem znowu stawiliśmy się na linii startu. Emocje były ogromne, nerwy, pot i ogromna siła walki pomogły wygrać mi także drugi wyścig, co w ostateczności doprowadziło do tego, że znalazłem się w finale. Tam już niestety poległem z dużo silniejszym i mocniejszym przeciwnikiem.
Zabawa była przednia, poznałem wielu nowych ludzi, mogłem zrealizować swoje pasje i przy okazji sprawdzić swoje siły w ulicznych „walkach” samochodowych, które zresztą zaliczyłem na wysokim poziomie. Przy okazji także użyczając moich zapasowych, starych części do volvo, poznałem kompana do szybkich przejażdżek poza miastem.
Przygoda choć tak szybko się zakończyła, jak szybko się rozpoczęła, to nigdy nie zapomnę towarzyszących mi emocji podczas startu, zdrowej woli walki i ambicji osiągnięcia celu. I żeby startować w takich wyścigach wcale nie trzeba mieć szybkiego i sportowego auta. Nadaje się też tak wysłużone, choć odrestaurowane auto jak moje. Przyznaję z dumą, że Volvo zdało egzamin sprawności na duże pięć z plusem.

piątek, 31 sierpnia 2012

Sen o przyszłości.

 
        Zawsze miewałem kolorowe i czasem dziwne sny. Ale ten który przyśnił mi się dzisiejszej nocy, wprawił mnie w dobry humor i wywołam uśmiech na mojej twarzy. Przyznam, że gdy tak śniłem, było mi niesamowicie dobrze i czułem się królem wszechświata. Opowiem o swoim śnie ...
Prowadziłem salon samochodowy, w dużym mieście i w dobrej lokalizacji. Każdego dnia miałem całą masę klientów, moi pracownicy mieli stuprocentową sprzedaż, wszystko szło jak po maśle. Każdy klient który wchodził do salonu, chwilę potem wyjeżdżał z niego nowym Volvo. Nie było żadnych reklamacji, nikt nie zgłaszał usterek, wszyscy byli zadowoleni. Kiedy zauważyłem, że tak dobrze idzie mi sprzedaż samochodów, postanowiłem poszerzyć swoją działalność o części wymienne do sprzedawanych marek, a także otworzyć w pobliżu warsztat samochodowy. I ten pomysł okazał się sukcesem.   Każdego dnia pojawiali się klienci, którzy kupowali nowe części volvo, różne gadżety i pytali o nowe dodatki do auta. Idąc za ciosem, proponowałem wizytę w moim nowo otwartym warsztacie samochodowym, w którym klient spotka profesjonalna i miłą obsługę, zarówno jego, jak i auta. I tu także osiągnąłem sukces. Klienci przybywali do warsztatu drzwiami i oknami. Każdy chciał u mnie naprawiać swoje auto, wymieniać, zamieniać i odświeżać. Najwięcej oczywiście było klientów marki Volvo. I wcale nie chcieli niczego naprawiać, ale domontować nowo zakupione dodatki do samochodu. Interes kwitnął, a ja byłem w pełni szczęścia.
Potem pojawił się kolejny pomysł na rozszerzenie biznesu i postanowiłem wprowadzić internetową sprzedaż części do volvo. Na tej płaszczyźnie także osiągnąłem sukces. Codziennie telefon rozdzwaniał się z zapytaniami klientów o czas dostawy i stan posiadanych części. Sprzedaż internetowa okazała się strzałem w dziesiątkę. Zacząłem zastanawiać się, skąd nagle takie ogromne zainteresowanie samochodami, ale z drugiej strony po co nad tym główkować skoro kwitnie biznes? Dlatego też odpuściłem sobie takie zagwozdki i skupiłem się na jeszcze większym poszerzeniu sprzedaży.
Wymyśliłem, że dobrym pomysłem będzie otworzenie kolejnych punktów sprzedaży, ale już nie internetowych, tylko sklepowych. Jak pomyślałem, tak też uczyniłem i otworzyłem kilka nowych punktów sprzedaży części volvo, zarówno nowych jak i używanych. I tu też nie poległem, a wręcz po raz kolejny popłynąłem na fali sukcesu i zdobyłem szereg stałych
i zadowolonych klientów.
Moje biznesy z dnia na dzień rozrastały się w zatrważającym tempie, a klientów przybywało i przybywało. Stałem się prawdziwym królem sukcesu, moje pomysły odbijały się w świecie realnym prawdziwym strzałem w dziesiątkę, a moja marka rozpoznawana była na całym świecie. Potem jeszcze otworzyłem własną fabrykę, zatrudniłem sztab wykwalifikowanych pracowników i stałem się producentem części volvo, które eksportowałem na cały świat. Z dnia na dzień mój sukces rósł, a ja stałem się najbogatszym człowiekiem na kuli ziemskiej.
Piękny sen, który sprawił, że byłem bogaczem i specjalistą w dziedzinie samochodów, niestety nie ma odzwierciedlenia w świecie rzeczywistym. Tu, poza snem, jest szara rzeczywistość w której wcale nie łatwo osiągnąć sukces w dziedzinie sprzedaży. Ale pomarzyć zawsze można ... a co dopiero wyśnić?

czwartek, 30 sierpnia 2012

Nadgorliwa klientka.

  Jakie jest marzenie każdej młodej dziewczyny? Chyba, takie, żeby stanąć na ślubnym kobiercu i wystąpić w pięknej białej sukni ślubnej. W tym dniu wszystko musi być dopięte na ostatni guzik, pogoda powinna być przepiękna, nic złego się nie może wydarzyć, a wszyscy
w koło winni być posłuszni i wykonywać polecenia panny młodej. Tak sobie właśnie wyobraziła ten dzień pewna klientka wypożyczalni samochodów do ślubu. Wymagania miała bardzo wysokie, a pojęcia o tym żadnego.
Weszła do biura i od samego progu miała jakieś życzenia. A to żeby auto było duże
i wysokie, a to żeby było starodawne i ciche, potem żeby miało wygląd statku kosmicznego
i najlepiej żeby latało. Zamyślony sprzedawca odpowiedział, że takiego niestety wypożyczalnia nie posiada, ale z wielką przyjemnością może zaproponować duże
i wszechstronne Volvo. Kiedy zobaczył błysk w oku klientki, uśmiechnął się i był pewien, że wyszedł z opresji cało. Ale to był dopiero początek. Klientka zarzuciła sprzedawcę morzem pytań. A czy jest sprawny, a to czy ma działający klakson, albo czy bagażnik jest pojemny.
A na koniec zapytała o części volvo, czy wszystkie są wymienione i sprawne. Jakież zdziwienie namalowało się na twarzy sprzedawcy, gdy usłyszał owe pytanie. Cóż miał na nie odpowiedzieć? Musiał powiedzieć tylko prawdę i zapewnił klientkę, że w owym Volvo  wszystkie części są sprawne i całe auto działa bez zarzutu. Jednak zadowolenie klientki nie było pełne i zasypała kolejnymi nieistotnymi pytaniami. Cierpliwy sprzedawca wysłuchał przyszłej i jakże marudnej panny młodej, i spokojnie odpowiedział, że z samochodem jest wszystko w porządku. Zarówno  części volvo , jak i cała inna struktura są nowe i sprawne, ale jeżeli nie wierzy to może się nim przejechać i sama to sprawdzić. Jak zaproponował, klientka tak też uczyniła, i po kilku minutach rundki wokół podwórka była z powrotem
w wypożyczalni.
Wreszcie klientka zarezerwowała auto na dzień swojego ślubu i zadowolona opuściła wypożyczalnię. Zaskoczony sprzedawca zaczął zastanawiać się skąd w głowie kobiety wzięły się takie pytania. Bo zrozumiałe są o kolor, wielkość, czy wyposażenie, ale żeby pytać
|o sprawność auta i o części volvo? Kobiety czasem bywają bardzo zaskakujące
i niewytłumaczalne. Ponieważ nie było już sensu się dłużej nad tym zastanawiać, sprzedawca zaksięgował rezerwację i zapomniał o tej wizycie.
Jednak nadgorliwa panna młoda nie dawała za wygraną i następnego dnia drogą elektroniczną, poprosiła o potwierdzenie rezerwacji i jeszcze raz zapewnienie o sprawności auta i napisanie skąd  pochodzą  części volvo do tego auta. Sprzedawca po raz kolejny nie mógł wyjść z podziwu, ale dla świętego spokoju odpowiedział na pytania swojej klientki, tym samym mając nadzieję, że zamknął te sprawę raz na zawsze.
W dniu odbioru auta wszystko było doskonale przygotowane, samochód wypolerowany, udekorowany i gotowy do jazdy. Zachwycona para młoda odebrała zarezerwowane Volvo i z uśmiechami na twarzy ruszyli w swoją nową drogę. A zadowolony sprzedawca odetchnął z ulgą.
Jak się okazuje, czasem nadgorliwymi klientami i znawcami aut mogą być nawet kobiety. I nic by w tym nie dziwiło, gdyby tylko znały się one na rzeczy. Niestety, upartej klientce nic nie jest w stanie przemówić do rozumu. Całe szczęście, że takie sytuacje zazwyczaj kończą się pozytywnie.

środa, 29 sierpnia 2012

Zabawki.

    Czasy się zmieniają w zatrważającym tempie. Postęp cywilizacyjny, techniczny
i rozwój medycyny jest zachwycający i bardzo praktyczny. Ale wciąż nie mogę wyjść
z podziwu jak bardzo zmieniają się potrzeby dzieci. Być może idą one wraz z postępem czasu, a może to tylko konieczność w tak skomercjalizowanym świecie?
Kiedyś, kiedy jeszcze czas wolniej płynął były inne zabawki. Proste, bezpieczne
w użyciu i sprawiały wielką frajdę. Dziś zabawki są takie nowoczesne, skomplikowane
i ekstrawaganckie. Lalki dla dziewczynek mówią ludzkim głosem, a samochody dla chłopców potrafią jeździć po sufitach. I właśnie chwilę zatrzymam się przy takich samochodzikach. 
   Odwiedziłem niedawno sklep z zabawkami, żeby kupić chrześniakowi jakąś fajną, nowoczesną „furę”. Miałem pewne wyobrażenie o pojeździe i od razu w oko wpadło mi czarne, wielkie Volvo, które stało na najwyższej półce sklepowej. Obejrzałem zabawkę dokładnie i przeanalizowałem instrukcję obsługi. Była niesamowicie skomplikowana, gdyż owe autko posiadało bardzo dużo różnych funkcji. I to właśnie wprawiło mnie w zdumienie. Auto było zdalnie sterowane, potrafiło pokonać każdą przeszkodę, oddawało różne odgłosy i nawet posiadało wymienne części volvo. I tu na chwilę się zatrzymałem. Okazało się, że ta nowoczesna zabawka była także pewną bazą naukową dla przyszłych mechaników samochodowych. Samochód potrafił nie tylko skakać po ścianach, ale też można było rozłożyć je na części pierwsze: demontować stare części i wmontowywać nowe, zmieniać, zamieniać i przemieniać. Taka prawdziwa atrapa nowoczesnego Volvo. Pomyślałem, że to bardzo dobra i edukująca zabawka dla młodego, rozwijającego się chłopca.
Niedługo po tym, jak zakupiłem tę nowoczesną zabawkę, nie mogłem oprzeć się pokusie, żeby jej nie przetestować. Rozpakowałem samochodzik i zacząłem się nim bawić. Miałem niesamowitą frajdę, ale też sporo się przy tym nauczyłem. Zepsułem silnik, więc sam go wymontowałem i naprawiłem, wymieniłem też inne części volvo i zmieniłem nieco jego wygląd. Dosyć długo to trwało, ale teraz już wiem jak działa ten mechanizm i zapewne jak prawdziwe moje auto się zepsuje, będę potrafił sam przy nim pomajstrować. Zabawa była przednia, a ja byłem zadowolony z zakupu. I przyznam, że w tym przypadku postęp techniczny i zaawansowanie w świecie zabawek okazało się bardzo praktyczne i owocne.
Kilka dni po wręczeniu chrześniakowi jego prezentu otrzymałem wiadomość, że sprawiłem mu tym samym niesamowitą przyjemność. Dzieciak bawi się swoim nowym Volvo całymi dniami, majsterkuje, rozbraja samochód i sam wmontowuje zdobyte części. Uczy się bawiąc, a zatem prezent był trafny i skuteczny w swoim założeniu. Mało tego, już kilka razy dokupowali w sklepie z zabawkami atrapy różnych gadżetów, nowe koła, kierownicę i części do volvo.
Byłem zadowolony ze swojego zakupu, ale jeszcze bardziej cieszyłem się, że zabawka sprawiła tyle radości młodemu chłopakowi, który przecież wciąż jeszcze poznaje świat, uczy się, a najlepsza nauka to własnoręcznie i wizualnie. Zatem to był prawdziwy strzał
w dziesiątkę. Takie zabawki mogę z czystym sumieniem polecić i pochwalić.

wtorek, 28 sierpnia 2012

Na giełdzie samochodowej.

    Kilka dni temu postanowiłem zakupić nowy samochód. Nie chciałem nowego, więc najlepszym miejscem do zakupu auta używanego była giełda samochodowa, na którą się udałem. Już od samego rana tłum ludzi przechadzał się w poszukiwaniu najlepszego dla siebie pojazdu. A wybór był ogromny.Po godzinnej wędrówce pomiędzy lśniącymi samochodami natrafiłem na całkiem dobrze wyglądające Volvo. Moja uwagę przykuł niewątpliwie jego kolor – pomarańczowy. Ktoś by pomyślał, ze to nie jest męski kolor, ale on miał w sobie to coś, co powinien mieć każdy samochód. Rozpocząłem więc analizę auta, i zarzuciłem sprzedającego całą masą pytań. Właściciel był bardzo konkretny i sprawiał wrażenie uczciwego sprzedawcy, jednak gdy zapytałem o części volvo, mina mu zrzedła. Wymijająco zaczął odpowiadać, że wszystkie są nowe, że nic nie było wymieniane, że auto jest nieawaryjne. Jednak nie chciało mi się w to wierzyć. Kiedyś słyszałem, że dobre auto to takie, do którego zakup części wymiennych jest tanie i powszechnie dostępne. Zainteresowany tym tematem, zapytałem właśnie o dostępność i cenę nowych, tudzież używanych         części do volvo. Mojej rozmowie przysłuchiwał się inny Pan i od razu odradził mi zakup tego auta, gdyż stwierdził, że już na pierwszy rzut oka widać, że samochód był  wypadkowy i stąd ma taki kolor. Lepiej ukryć jego wady i niedoskonałości. Przyznam, że zaskoczyła mnie postawa tego kupującego, ale posłuchałem go i postanowiłem sam sprawdzić „wnętrzności” wystawianego na sprzedaż  Volvo. I kiedy otworzyłem maskę samochodu, mojemu zdumieniu nie było końca. Każda z części wmontowanych tak jakby pochodziła z innych samochodów, każda powtykana była na słowo honoru i całość sprawiała wrażenie jakby za chwilę miała się rozpaść. Pomyślałem, że facet jest trochę niepoważny, że sprzedaje takie auto, mało tego, że próbuje ukryć jego wady i usterki. Niepotrzebnie wdałem się ze sprzedającym w dyskusję. Ten z całą swoją pewnością zapewniał mnie, że wszystkie części jakie są tu wmontowane to nowe i niewypadkowe części volvo, że nic tu nie było grzebane i samochód jest pod stałą „opieką” mechanika. Nie wierzyłem mu i postanowiłem odpuścić sobie ten temat. Zamknąłem maskę, przyjaźnie się uśmiechnąłem, podałem sprzedającemu rękę na pożegnanie i życzyłem mu owocnej sprzedaży. Byłem pewien, że on nie sprzeda nikomu tego auta. Chwilę jeszcze się rozejrzałem po całej giełdzie, pooglądałem kilka niezwykłych okazów, pogadałem chwilę nawet ze sprzedawcą używanych części volvo
i przyznam, że te z tamtego samochodu bardzo się różniły od tych sprzedawanych w punkcie z częściami. Stwierdziłem, że dokonałem dobrego wyboru nie kupujące owego auta
i spokojny wyszedłem z giełdy.
Chwilę potem jednak coś przykuło moją uwagę. Na skrzyżowaniu, zaraz po wyjeździe z giełdy, zrobił się mały tłum gapiów i poczułem smród palonej gumy. Podszedłem bliżej i co zobaczyłem? Pomarańczowe Volvo, którego ja nie kupiłem, wyjechało z placu z nowym nabywcą, który jednak zbyt daleko nie dojechał. Auto rozkraczyło się już na pierwszym zakręcie, a kierowca z prawdziwą złością przeklinał pana, który sprzedał mu samochód. Cóż, ja wyszedłem z tej sytuacji całkowicie na plusie, bogatszy o nową wiedzę, ten pan zaś, będzie się musiał jeszcze wiele nauczyć o ludzkiej nieuczciwości.

Nowe nie zawsze znaczy lepsze.

Jak to powiadają, wszystko co dobre, szybko się kończy. A ja jeszcze dodam od siebie, że wszystko co złe to długo prześladuje. Bardzo zachwalali sobie wszyscy stare auta, cieszyli się, że są długo sprawne i że prawie wcale się nie psują. Z moim było podobnie. Trochę służył, ale wreszcie nadeszła chwila, w której jak to określę ,,zachorował."
Wydawałoby się, że gdy auto się zepsuje, takie to proste, że zaprowadza się go do warsztatu i czeka, aż naprawią je i przywrócą dawną świetność. Nic bardziej mylnego. Moje stare, wysłużone Volvo wreszcie zaczęło upominać się o swoje. Myślałem, że to już należy do mechanika, naprawa i sprowadzanie brakujących części. Jak się potem okazało wcale tak nie funkcjonował owy warsztat, któremu powierzyłem swój samochód. Mój osobisty mechanik zrzucił na mnie odpowiedzialność za brakujące, a raczej nowe, potrzebne „gadżety”. Więc sama na własną rękę przystąpiłem do poszukiwania części do volvo. Nie było z tym większego problemu. Stwierdziłam, że najlepiej będzie kupić nowe, jeszcze przez nikogo nie używane, wtedy dłużej posłużą. O jak bardzo się pomyliłam. Nie ukrywam, że wydałem na to majątek. I jak już nabyłem co trzeba, zadowolony dostarczyłem do warsztatu nowy nabytek. Bardzo szybko mechanik uporał się z naprawą i chwilę potem mogłem już wyjechać swoim nowo narodzonym i nic nie szwankującym Volvo. Jazda była niesamowicie budująca. A to
z tego powodu, że potrafiłem to sam załatwić tak i korzystam
z tego pełnymi garściami.(zostało trochę kasy)
Jednak moja radość nie trwała zbyt długo. Nagle coś zaczęło zgrzytać, stukać, pukać
i auto musiało wrócić do warsztatu. Po otwarciu maski, dowiedziałem się, że nowe części volvo, jakie zostały przeze mnie zakupione były felerne. Mina mi zrzedła, nerwy zagotowały się do czerwoności, a ręce opadły z niemocy. Na całe szczęście pojawił się ekspert od beznadziejnych spraw i wziął sprawę w swoje ręce. Powiedział, że potrzebuje trzy dni i moje auto będzie jak nowe. Zastanawiałem się, co może zrobić, skoro nowe części nie zdały egzaminu. Przecież nie wstawi atrapy, ani nie powiąże sznurkami. Zdecydowałem  się jednak nie martwić tym, co do mnie nie należy.
Po trzech dniach odebrałem swoje Volvo, a mechanik zapewnił mnie, że teraz będzie się długo i dobrze sprawował. I tak też było. Długo jeździłem i nic złego się nie zdarzyło. Jednak nie dawało mi spokoju to, skąd mechanik wziął nowe części, lub też w jaki sposób udało mu się dokonać tak heroicznego wręcz zadania. Kiedy zadzwoniłam, żeby się zapytać
o nurtujące mnie zagadki, otrzymałam satysfakcjonującą mnie odpowiedź. Okazało się, że skoro nowe nie zdało egzaminu, trzeba było poszukać czegoś starego, ale sprawdzonego. Mechanik poszukał i znalazł pasujące i wcale mocno nie zniszczone, ale za to idealnie się sprawujące, stare części volvo i zamontował je w moim samochodzie. Byłem mu za to niezmiernie wdzięczny.
Tak więc kolejna lekcja dla mnie. Czasem nowe potrzebne jest, aby naprawić zepsute narzędzia czy sprzęty. Niby wydaje się słuszne stwierdzenie, jednak jak widać nie zawsze ma ono odzwierciedlenie w rzeczywistości. W tym przypadku okazało się, że do mojego samochodu bardziej pasowały używane, ale nie zużyte stare części. I to one zapewniły mojemu autu drugie życie. Zatem nowe nie zawsze znaczy dobre. Samochód sprawuje się niezawodnie i mam nadzieję, że przejedziemy jeszcze razem wiele długich kilometrów .

niedziela, 26 sierpnia 2012

To dopiero było odkrycie!

 Zawsze uważałem siebie za duszę towarzystwa, nieposkromionego podróżnika i szalonego, pełnego entuzjazmu i ciekawości świata faceta. Ale to co odkryłem w sobie pewnego słonecznego popołudnia, przechodzi moje (i nie tylko moje) najśmielsze oczekiwania.
I stwierdziłem, że kiedy człowiek naprawdę się nudzi, jest w stanie góry przenieść, żeby zmienić ten stan.
Pewnego razu obejrzałem dosyć intrygujący reportaż o poszukiwaczach skarbów. Młodzi, ciekawi świata chłopcy, z prowizorycznym sprzętem do wykrywania metalu, przemierzali całymi dniami nadmorskie plaże w poszukiwaniu drogocennych przedmiotów. Nie zawsze znaleziska spełniały ich oczekiwania, ale na pewno stały się dla mnie inspiracją do zrobienia czegoś nietypowego.
Pierwszym krokiem był zakup wykrywacza metali. Już na początku okazało się, że to wcale nie jest takie proste, gdyż nie mieścił się on do bagażnika mojego Volvo. Po godzinnych wygibasach, jakimś cudem udało mi się złożyć sprzęt i dotargać w całości do domu. Od razu przystąpiłem do działania i przeszukałem swój ogródek. Przyrząd wydawał dźwięk niemalże bez przerwy, jednak dopiero gdy dotarłem do płotu, alarm osiągnął swoje apogeum. Rozpocząłem kopanie. Całe szczęście nie musiałem kopać głęboko, dosyć szybko dokonałem niezwykłego okrycia. Moim oczom ukazała się stara skrzynia, lekko już zardzewiała, ale przebijał się na niej wyraźny napis: „stare części do volvo”. Pomału otworzyłem skrzypiącą skrzynię, jednak zanim dokopałem się do jej dna, musiałam wyrzucić całe masy zwiniętych papierów. A na dnie co było? I tu kolejne ciekawe odkrycie! Cała masa kolorowych resoraków. I były w naprawdę dobrym stanie. Ale najwięcej było tych największych, marki Volvo. Zadziwiające, że to odkrycie sprawiło mi taką frajdę!
Niedługo po moim odkryciu, wszystkie małe samochodziki zostały rozłożone na części pierwsze, oczywiście przez fachowca i wielbiciela starych aut. Okazało się to kolejną dla mnie lekcją, gdyż miałam możliwość poznania i przeanalizowania „wnętrzności” samochodów. Małe Volvo natychmiast zostało rozebranie, a to co miało w sobie wywołało
u mnie nie lada zachwyt. Jak mi potem kolega wytłumaczył, odnalazłam unikatowy model starego auta, a wszystkie części volvo ,  jakie z niego wyjęliśmy, miały swoje odwzorowanie
w rzeczywistości.
Tak więc dokonałem nie tylko niesamowitego odkrycia, wykapanego spod samej ziemi, to dodatkowo miałem okazję poznać budowę auta i na własne oczy ujrzeć z czego składa się także mój samochód. Części volvo jakie wyjęliśmy z małego pojazdu były
w nienaruszonym stanie, jednak mogły one posłużyć jedynie jako narzędzie do zabawy, lub przedmiot do celów edukacyjnych. Szkoda, ze trafiły one z powrotem do skrzyni. Byłyby niezastąpionym elementem do naprawy, gdyby zepsuł się ten prawdziwy samochód. Jednak każde odkrycie czegoś uczy. Tak było i tym razem. Teraz już bogatszy o pewną wiedzę, na wypadek gdy odkryję jakąś usterkę w aucie, nie powstydzę się znajomością spraw technicznych. I bez żadnego oporu będę mógł udać się do jakiegokolwiek warsztatu i z dumą stwierdzić, że potrzebuję nowych części volvo, gdyż stare uległy już przeterminowaniu. Jeszcze kilka takich odkryć i stanę się ekspertem w dziedzinie techniki budowy aut, a może
i nawet zmienię profesję i zacznę sam naprawiać zepsute samochody? Kto to wie?!